wtorek, 5 marca 2013

Rudy Walenty- moja historia


Witam! Jestem Walenty i opowiem Wam swoją historię...
Kiedyś, tak dawno temu, że już ledwo pamiętam byłem domowym kotem. Miałem dom, rodzinę, ciepło...wydawało mi się, że tak będzie zawsze. Jednak pewnego dnia mój człowiek wyrzucił mnie, tak po prostu, bez powodu, zostałem sam. Nie wiem dlaczego i co zrobiłem źle, przecież jestem spokojnym, zrównoważonym kotem. Lubiłem siedzieć na kolanach i dopraszałem się pieszczot. Może za bardzo? A może po prostu przestałem być małym kotkiem, mam już przecież 5 lat.
I tak z dnia na dzień, pozostawiony samemu sobie, błąkałem się po ulicach. Nie wiedziałem dokąd iść i co robić. Głodny, zmęczony, wciąż szedłem. Wiesz, że na dworze w lutym jest zimno? Przeszywający, mroźny wiatr mierzwił mi futro Gdy już mi sił brakowało udało mi się dostać do jakiejś klatki. Chociaż cieplej, ale w brzuszku wciąż burczy. I tak czekałem....
Znalazł mnie ktoś, nakarmił. Dał schronienie, ale tylko na chwilę. I znów to czekanie...oczy przechodniów  obojętne, prześlizgujące się tylko po klatkach. Aż po tak długim oczekiwaniu, ktoś się zatrzymał. I tak trafiłem tu, gdzie rozpoczyna się moja nowa historia, i nowa opowieść...

1 komentarz:

  1. Walenty to dobry patron dla kota. A kot - piękny. Oby teraz było tylko lepiej :))

    OdpowiedzUsuń